Zwykłe „dzień dobry” w czasach pandemii
Tomasza Krajewskiego, muzyka, aktora i lektora niektórzy mieszkańcy osiedla „Dorota-Barbara” znają z koncertów, inni z tego, że pomaga robić zakupy. Na dziesiątym i jedenastym piętrze galeriowca przy Powstańców Śląskich mieszka, nagrywa i koncertuje dla sąsiadów – w czasie epidemii z balkonu, wcześniej w obszernym salonie, w którym zdarzało mu się pomieścić 60 osób. Uważa, że ma najlepszych sąsiadów na świecie. W rozmowie z nami opowiada, jak się żyje w blokowej społeczności – w czasie epidemii i na co dzień.

Zaraz na początku epidemii wywiesił Pan na drzwiach swojej klatki schodowej kartkę ze swoim numerem telefonu i gotowością do pomocy. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich deklaracji. To raczej rzadkość.
Tomasz Krajewski: Traktuję ludzi tak, jakbym sam chciał być traktowany. Może przyjść taki moment, że sam będę potrzebował pomocy. Nie zgodzę się, że taka postawa to rzadkość. Często widzimy tylko te gorsze strony rzeczywistości, kłótnie sąsiedzkie i tak dalej. Ja myślę, że gotowość do pomocy to jednak norma. Tylko nie zawsze dostrzegamy jej przejawy. Ja mam szczęście, że mieszkam w takim właśnie bloku. Wszyscy się dobrze znamy. Wystarczy się dopasować. Wszystko się zaczyna od zwykłego „dzień dobry”. Z ludźmi, z którymi mieszkamy, niekoniecznie musimy mieć takie same poglądy, ale żyjemy w jednej klatce, w jednym mieście, w jednym kraju. Czasem uśmiech wystarczy, żeby przełamać bariery.
Czas epidemii to sprawdzian dla nas wszystkich – także dla relacji sąsiedzkich.
To taki czas, że większość z nas jest w swoich domach. Ja też teraz pracuję w domu. Mój zawód na to pozwala, bo pracuję głównie głosem. Teraz przede wszystkim czytam dubbingi – do filmów, do programów, nagrywam audiobooki. Mam swoje własne studio nagraniowe i w zasadzie praca w domu jest wpisana w mój zawód. Dla wielu osób to jednak nowe doświadczenie. Jedna z naszych sąsiadek, technik stomatologiczny, od początku epidemii praktycznie nie opuszcza mieszkania i szyje maseczki. Z innymi sąsiadami robimy jej zakupy. Pomaga się tym bardziej narażonym na koronawirusa. Podałem swój numer telefonu na początku epidemii, ale i bez tego się odnajdujemy. Rozmawiamy z balkonów, w bezpiecznej odległości na klatce schodowej. Początkowo myślałem, że będzie taka pandemiczna izolacja. Ale ludzie dążą do kontaktu. Dla niektórych nawet ważniejsza od przyniesienia chleba ze sklepu jest chwila rozmowy, po prostu chwila sąsiedzkiej uwagi, normalności, zwykłego „co słychać?”. Nie możemy traktować osoby, która jedzie z nami windą, jakby była dotknięta jakąś zarazą. Wiadomo, że każdy jakoś po swojemu przeżywa tę epidemię. Ale zachowanie zdrowych relacji jest równie ważne jak zdrowie fizyczne.
W sieci krążą filmiki, jak z sąsiadami w czasie epidemii przesyłacie sobie na sznurkach rozciągniętych między balkonami np. domowy smalczyk. Ktoś napisał w komentarzach, że prościej byłoby zostawić go na wycieraczce.
Jasne, prościej. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o interakcję, o kontakt. Żeby pobyć razem – każdy na swoim balkonie. Ten smalczyk to akurat było symboliczne podzielenie się posiłkiem w czasie Wielkanocy. Różnica jest taka, jak zjeść coś w domu samemu, a umówić się z przyjacielem w restauracji. Tylko że teraz nie wyjdziemy do restauracji. Dzielimy się – smalczykiem, pierogami, śpiewaniem. To co się da, tyle się dostanie. Nie każdy to sobie uświadamia, ale tak jest.

Zanim ogłoszono stan epidemii, organizował Pan dla sąsiadów domowe koncerty swojego zespołu „Gentelmen’s Jazz”.
Ludzie mają potrzebę, żeby się spotykać – porozmawiać, powymieniać poglądami. Muzyka to tylko pretekst. Na pierwszym koncercie rok temu było 58 osób. Wszystko z normalnym nagłośnieniem, ale gramy tylko do 22.00, żeby też uszanować tych, którzy na drugi dzień idą do pracy. Najpierw pogramy, pośpiewamy, a potem omawiamy różne tematy. Takie spotkania w moim mieszkaniu z widokiem na Sky Tower mają swój klimat. Drzwi są otwarte i kto chce, ten przychodzi. Raz zawitał tu były prezydent Wrocławia. Ale koncerty są przede wszystkim dla moich sąsiadów. Najpierw wywieszam zaproszenie na mojej klatce schodowej.
Teraz z koncertowaniem przeniósł się Pan na balkon. Też dla sąsiadów.
Tak, głównie dla sąsiadów, choć koncert był też transmitowany przez Internet. To takie nasze sąsiedzkie „dzień dobry” dla tych, z którymi nie możemy teraz dłużej porozmawiać. Balkon okazał się dobrą sceną, choć ogrodzoną barierkami. Udało nam się zrobić pierwszy koncert w pełnym składzie zespołu, dzień przez wprowadzonym zakazem dotyczącym liczby osób. Mieliśmy fachowe nagłośnienie i oświetlenie. Sąsiedzi siedzieli w oknach i słuchali. Wrażenia przedziwne, bo, niezgodnie z przypisami BHP, trzeba się wychylać, żeby zobaczyć publiczność. Ważne jednak, że ją słyszeliśmy. Tylko było dość zimno, więc w planach jest powtórzenie koncertu przy bardziej sprzyjającej pogodzie, żeby sąsiedzi mogli wygodnie ulokować się na balkonach. Balkonowy koncert był moim marzeniem. Tak sobie wymyśliłem, że, jak będzie promocja płyty, zagramy na balkonie. Ale przyszła pandemia i zagraliśmy szybciej.

W czasie epidemii napisał Pan piosenkę „Pomóż”. W jakich powstała okolicznościach?
Napisałem ją, jeżdżąc po naszym osiedlu na rowerze. Muzyka powstała na jednej z posiadówek balkonowych. Był ciepły wieczór. Sąsiedzi siedzieli na swoich balkonach, ktoś tam się odzywał z dołu, ktoś z boku. A ja przygrywałem na gitarze i wyszła mi taka muzyka. A potem wsiadłem na rower, patrzyłem w okna i myślałem, ilu ludzi jest samych, potrzebujących pomocy, przyjaznego gestu. Powinniśmy się opiekować naszymi sąsiadami, zwłaszcza tymi starszymi, którzy często wiele przeszli w życiu i doświadczyła ich historia. Naprawdę czasem wystarczy rozmowa, parę słów, poniesienie torby, przyniesienie zakupów, uśmiech. To leczy, w dosłownym sensie. Ostatnio widziałem taką sytuację – starszy pan bał się wejść do sklepu w kwadraciaku przy Trwałej. Obok stało kilku pijaczków, których większość ze strachu omija szerokim łukiem. Ten pan jednak podszedł i poprosił jednego z nich, żeby wszedł do sklepu, kupił mu mleko i chleb. I tamten zmiękł w jednej chwili. Nagle wyszedł z niego totalnie inny facet. Poszedł, kupił, rozliczył się. Pomoc przemienia – tych pomagających i tych, którym pomagamy. Do każdego człowieka można znaleźć okienko.
Zatem szukajmy tych okienek. Dziękuję za rozmowę!
Rozmawiała: Urszula Hreniak