Od autobusu do szkicownika

Historia Henryka Hołowczaka, mieszkańca Spółdzielni Mieszkaniowej Wrocław-Południe, mogłaby posłużyć za materiał do książki albo filmu. Stanowi dowód na to, że talent może obudzić się w niespodziewanym momencie i nigdy nie jest za późno, żeby realizować swoje marzenia. To, co przydarzyło się panu Henrykowi, niesie ze sobą przesłanie w sam raz na świąteczny czas: dobro wraca. Za bezinteresowną pomoc udzieloną innym, życie potrafi nagrodzić w zaskakujący sposób. 

Pan Henryk przez lata pracował jako kierowca autobusu w MPK. Lubił przemierzać Wrocław za kierownicą. Jednocześnie bacznie obserwował ludzi. Może dlatego nigdy nie umknęło mu, gdy ktoś potrzebował pomocy. Tak było w walentynki w 2019 roku, gdy prowadził autobus linii 113. W pewnym momencie zorientował się, że jeden z jego pasażerów źle się czuje. Jak się okazało, dostał krwotoku po pęknięciu żylaka. Pan Henryk bez chwili wahania zadzwonił po karetkę, a sam udzielił mężczyźnie pierwszej pomocy: zatrzymał krwawienie i zabezpieczył ranę. Gdy dotarli ratownicy, powiedzieli, że uratował mu życie.

Autoportret, rys. Henryk Hołowczak

     To był już czwarty raz, kiedy pan Henryk ocalił kogoś od prawdopodobnej śmierci. Wiele lat wcześniej uratował przypadkowe dziecko, które dostało zapaści po penicylinie, bo na czas dowiózł je pod szpital. Potem, również w ostatniej chwili, przewiózł do przychodni swojego znajomego, którego zastał w stanie zagrażającym życiu – tak słabego, że do samochodu pan Henryk niósł go na rękach. Dzięki niemu przeżył jeszcze 10 lat. Kolejny raz znowu znalazł się we właściwym miejscu i o właściwej porze. Przebywał akurat w Niemczech, gdy w pobliżu mężczyzna, tnąc drewno na opał, stracił palce u dłoni. Pan Henryk również się nie zawahał – ściągnął swoją podkoszulkę, podarł ją i zrobił ucisk, żeby zatamować krwawienie. Potem szybko zawiózł go do oddalonego o 28 km szpitala.  Jechał szybko – 160 km na godzinę, ale w ten sposób uratował swojemu pasażerowi życie i rękę. A potem był właśnie ten przypadek z autobusu linii 113. Okazało się, że pan Henryk ryzykował własne życie, bo udzielił pomocy osobie bezdomnej uzależnionej od narkotyków. Przez miesiąc musiał profilaktycznie przyjmować leki, zapobiegające wirusowi HIV (wszystko dobrze się skończyło) i przebywać na zwolnieniu lekarskim.

Żona Irena (zwana Renią), rys. Henryk Hołowczak

      Nie wiedział, co zrobić z taką ilością wolnego czasu. Kiedy wyremontował mieszkanie, żona mu podpowiedziała, że może spróbuje coś narysować. Pan Henryk dał się namówić. Kiedy wziął do ręki szkicownik i ołówek, dosłownie przepadł. Nawet się nie spodziewał, że to nowe zajęcie tak go pochłonie. Sam był zaskoczony kreską, jaka wychodziła spod jego rąk. Szybko się okazało, że pan Henryk ma wielki talent, o którym wcześniej nie wiedział. Zaczął doskonalić swój warsztat i teraz rysuje profesjonalne portrety (i nie tylko). Szkicuje bliższych i dalszych znajomych, ale też znanych wrocławian. Dzięki Instagramowi jego talent ma już grono fanów, a pan Henryk robi coraz więcej prac na zlecenie. 

Sonia, rys. Henryk Hołowczak

      Sam nie wie, skąd się wziął u niego taki dar. Swoich prawdziwych rodziców nie znał, bo jako niemowlę był adoptowany. Gdzieś po świecie chodzi jego brat bliźniak, którego do tej pory nie udało mu się poznać.  Odszukał za to siostrę, z którą są w stałym kontakcie, ale nie przejawia ona podobnych umiejętności. Swoich przybranych rodziców pan Henryk bardzo kochał i wiele im zawdzięcza, ale nie odkryli w nim talentu plastycznego. Mimo to mały Henio zawsze miał piątkę z plastyki, a jego cichym marzeniem była nauka w szkole plastycznej, więc być może już wtedy kiełkowała jego pasja. Została jednak na wiele lat zapomniana. Henryk uczył się w szkole rzemiosł budowalnych, która wydawała się praktyczną opcją na tamte czasy. Później pokochał jazdę autobusem. W międzyczasie zajmował się też wykończeniem wnętrz i zawsze chwalono go za duży artyzm.

Portret mężczyzny. Rys. Henryk Hołowczak

      Pan Henryk wierzy, że jego talent jest nagrodą od losu za kilkakrotne uratowanie życia innym. Mówi, że w tej chwili ma trzy pasje: żonę, rysowanie i autobus. Doczekał się dwóch synów i trojga wnucząt. I nowego, fascynującego zajęcia na czas emerytury. Rysowanie potrafi tak go pochłonąć, że, gdyby nie żona, mógłby przez cały dzień nie jeść. Niektórzy mówią, że jego portrety są bardziej realistyczne niż fotografie, bo pan Henryk potrafi uchwycić ołówkiem „to coś”, czego odda żaden obiektyw. 

     Mieszkańcy Spółdzielni usłyszeli po raz pierwszy o panu Henryku podczas marcowej wystawy, zorganizowanej przez administrację Osiedla IV „Gaj” w ramach cyklu „Posłuchaj Sąsiada”.  Stała ekspozycja jego prac, systematycznie aktualizowana, znajduje się w siedzibie Spółdzielni przy ul. Trwałej 7. 

Prace Henryka Hołowaczaka:  https://www.instagram.com/akwarelek/

Kontakt: henryk.portretyolowkiem@gmail.com