Taniec otwiera głowę i serce

W październiku w Klubie Kultury przy Widnej 17 na „Hubach” rusza kurs tańca towarzyskiego dla dorosłych i seniorów. Prowadzić go będzie dyplomowana nauczycielka tańca z 30-letnim doświadczeniem, Pani Iwona Kmieć. W rozmowie z nami przekonuje, dlaczego warto tańczyć – bez względu na wiek i dotychczasowe umiejętności taneczne.

Nasze-Południe.pl: Od października będzie Pani prowadziła zajęcia taneczne w Klubie Kultury SM Wrocław-Południe na Hubach. Jakich tańców będzie się można nauczyć?
Iwona Kmieć: To jest kurs tańca towarzyskiego. Będą to tańce standardowe, czyli walc angielski, walc wiedeński, quickstep, fokstrot, tango w trzech wersjach – użytkowe, turniejowe i argentino, tańce latynoamerykańskie: samba, rumba, cha-cha, jive. W przyszłości, jeśli grupa się dłużej utrzyma, również pasodoble. Z tańców dodatkowych: rock and roll, salsa, polka, polonez i  disco-fox, najważniejszy i najbardziej użytkowy, czyli tak zwane dwa na jeden. Prócz tego w ramach kursu tańca będzie prowadzona rytmika i umuzykalnienie, ponieważ najważniejszym kryterium w tańcu jest to, żeby tańczyć zgodnie z rytmem. Dorośli też kształtują sobie słuch, nie tylko dzieci i młodzież. Są na to specjalne ćwiczenia. W międzyczasie będę realizować taki specjalny program party dance, czyli tańce integracyjne, gry i zabawy towarzyskie, szczególnie na początku, żeby ułatwić wejście w grupę. Wszystkie tańce i zabawy będą niekrępujące. Nikogo nie będziemy wyciągać na środek. Wszyscy tańczą razem.
Czy kurs jest dedykowany parom? Czy bez partnera też można się zapisać?
Ten program jest skierowany głównie do par. Jednak zdarza się, że przychodzą osobno panowie, osobno panie i łączę pary. Raz było nawet tak, że miałam sześciu panów w nadmiarze. Wtedy niektóre panie miały po dwóch partnerów. Czasem jest odwrotnie. Poradzimy sobie w każdej sytuacji.
Ile par będzie liczyć jedna grupa?
Nie więcej niż siedem. Ja do każdej pary na każdych zajęciach podchodzę, poprawiam ustawienie i pomagam indywidualnie, dlatego te grupy nie mogą być liczne. Jeśli zgłosi się więcej chętnych, zorganizuję dodatkowe grupy.
Kiedy będą się odbywały zajęcia i jak długo będą trwały?
Będziemy się spotykać w każdy czwartek o 20.00, a zajęcia będą trwać 75 minut.
Kurs jest przeznaczony dla dorosłych i seniorów. Od jakiego wieku?
Moja ulubiona grupa zaczyna się od czterdziestu lat wzwyż. Górnej granicy nie ustalam. Siedemdziesięciolatkowie też z reguły sobie bardzo dobrze radzą. Ta grupa nie opuszcza zajęć. A w tańcu jest bardzo ważne, żeby chodzić regularnie. Już nawet w czasie dwutygodniowej przerwy można sporo zapomnieć.
Będzie Pani uczyć tańca od podstaw. A czy na kurs może przyjść również ktoś, kto już miał do czynienia z tańcem?
Nawet jeśli ktoś chodził wcześniej na zajęcia taneczne i ma już jakieś wyobrażenie, to ja i tak traktuję tę grupę tak, jakby nigdy nie miała nic wspólnego z tańcem. Na początek uczymy się chodzić – do przodu, do tyłu, do boku. Uczymy się kontaktu z partnerem, bo nikt nie rodzi się z umiejętnością tańca w parze. Taniec towarzyski ludzie mogą sobie kojarzyć głównie z turniejowym. Ja preferuję naturalny, elegancki styl tańczenia dla osób dorosłych. Para ma przykuwać uwagę, ale nie szokować i wyglądać sztucznie.
A jeśli ktoś będzie chciał wystąpić w turnieju czy zdobyć jakieś odznaczenie?
W czasie mojego kursu realizowany jest program kursu medalowego. Jeśli ktoś będzie chciał zdobyć brązową, srebrną czy nawet złotą odznakę taneczną Polskiego Zawodowego Stowarzyszenia Tanecznego, jest to możliwe. Mam dla każdej grupy na dany rok określony cel pracy – są nim cztery tańce priorytetowe. Jeśli ktoś sobie będzie życzył, to na zakończenie sezonu tanecznego zapraszam sędziego, który odbiera moje grupy. Kiedy to ogłaszam na początku kursu, nikt nie chce o tym słyszeć. W kwietniu wszyscy chcą już zdawać. W mojej grupie w Nowej Soli, gdzie tańca uczę od lat, już prawie wszystkie pary dłużej tańczące mają złotą odznakę, a niektóre nawet złotą gwiazdę. 
Oprócz kursu raz w miesiącu będzie Pani prowadziła bezpłatne praktyczne zajęcia taneczne dla wszystkich chętnych. Czy tam również będzie można czegoś się nauczyć?
To spotkanie będzie miało raczej charakter potańcówki i sprawdzianu dla moich kursantów.  Będzie trwało 90 minut, z możliwością przedłużenia do dwóch godzin. Chodzi mi przede wszystkim o to, żeby osoby uczestniczące w moim kursie mogły w większym gronie sprawdzić, czego się nauczyły w ciągu miesiąca. A ja będę puszczać muzykę i przyglądać się moim uczniom. Przez dłuższy czas byłam też wodzirejem imprez – prowadziłam bezalkoholowe wesela i sylwestry. I nasza potańcówka też oczywiście będzie bezalkoholowa. Mam bardzo bogatą, stale aktualizowaną bazę muzyki. Jeśli przyjdzie sporo osób z zewnątrz, nie wykluczam, że poświęcimy 15 minut na naukę jakiegoś prostego tańca, jak disco-fox czy disco-samba.
Ma Pani 30 lat doświadczeń z tańcem. Gdzie Pani je zdobywała?
30 lat temu skończyłam szkołę dla nauczycieli tańca we Wrocławiu w Państwowym Studium Kulturalno-Oświatowym na kierunku taniec towarzyski, pod okiem profesor Beaty Lichtarskiej. Skończyłam też studia magisterskie na kierunku animacja społeczno-kulturalna. Od 30 lat jestem nauczycielem tańca, ale cały czas uczestniczę w kolejnych warsztatach i szkoleniach. Ciągle się doskonalę. 
Czego się Pani dowiedziała w tym czasie o wpływie tańca na samopoczucie i kondycję swoich kursantów?
Przede wszystkim jeśli przychodzi małżeństwo czy para, to jest wspaniałe wspólne hobby. Taki kurs tańca jest bardzo więziotwórczym elementem. Taniec to też korzyść dla zdrowia: pracują stawy, serce, głowa. Zapamiętywanie kroków różnych tańców to trening nie tylko ciała, ale również pamięci. W czasie mojego kursu uczymy się nawet dwudziestu tańców. Każdy z nich ma inny rytm i krok podstawowy. Głowa więc cały czas pracuje: trzeba zapamiętać choreografię, zatańczyć ją w rytmie, być wyprostowanym i zgranym z drugą osobą. Uczymy się więc też koncentracji. Prowadzi nas muzyka – musimy nauczyć się jej słuchać. A muzyka, jak matematyka, jest idealna. Na zajęciach tanecznych panuje też radość z bycia w grupie, zwłaszcza jeśli są tańce integracyjne. To już jest udowodnione, że taniec i muzyka wyzwalają endorfiny, czyli tzw. hormony szczęścia. Najważniejsze dla samopoczucia jest jednak poczucie bliskości – bliski kontakt z drugim człowiekiem. Dla wielu ludzi kurs tańca otwiera nowy rozdział w życiu. Taniec wciąga – jak już się zacznie, to chce się tańczyć przez całe życie.   
Ten pozytywny wpływ tańca widać gołym okiem w czasie zajęć?
Tak – zwłaszcza po paniach, które z lekcji na lekcję rozkwitają, jak motyle. To jest przecież prezentacja – nie tylko przed swoim mężem czy partnerem, ale przed grupą. Ja kiedyś nawet nagrywałam moje grupy na początku zajęć i pokazywałam kursantom te nagrania po dwóch latach. Zmiany widać zwłaszcza w sylwetce. Ludzie się prostują, wyciągają. Nawet jak moi uczniowie spotkają mnie w sklepie, automatycznie się prostują na mój widok. Zaczynamy mieć świadomość ciała – muszę się wyprostować, schować pośladki, trochę inaczej trzymać głowę, a nawet trochę inaczej oddychać.   
Czyli taniec jest trochę jak fitness.
Tak, z tą różnicą, że w czasie gimnastyki musimy się zmęczyć. A tu często tego zmęczenia nie czujemy. Jest to taka przyjemna forma ruchu, która pięknie kształtuje sylwetkę: biodra, uda, talię, brzuch. To widać po dziewczynach tańczących na turnieju. Nie każda zaczyna z idealną figurą, a potem ta figura się wyrabia. 
Który taniec jest szczególnie bliski Pani sercu?  
Z tańców latynoamerykańskich bardzo lubię rumbę, a ze standardowych walc angielski. Bliskie jest mi również tango argentino. Rumba jest bardzo sensualna, spokojna, tańczy się do przepięknej muzyki, trzeba być bardzo czujnym, jeśli chodzi o rytm, który jest czteromiarowy, a są trzy kroki. Jedną wartość rytmiczną trzeba odczekać, co daje taką ciekawość w muzyce i tańcu. Walc angielski jest romantyczny i wspaniały dla par ślubnych. W tango argentino jest więcej improwizacji i dużo można wymyślać samemu. Jest duża dowolność łączenia figur i rytmu. 

Rozmawiała: Urszula Hreniak