Rowerowe historie

Startują z Hub i Gaju. Tu zaczynają się ich wycieczki w mniej lub bardziej znane zakątki Wrocławia i okolic. Raz jeżdżą po wyznaczonych ścieżkach, innym razem szturmują porośnięte pokrzywami szlaki. Pasjonaci i pasjonatki dwóch kółek z naszych osiedli opowiadają o tym, co można zyskać, przesiadając się na rower. A także co można zobaczyć tam, gdzie nie docierają samochody i tramwaje.

Wschód słońca podczas wyprawy po kanale żeglugowym Odry.

Sylwia Nawrocka, mieszkanka Gaju, wspomina, że wszystko zaczęło się dwa lata temu. Z grupą przyjaciółek umówiła się na spotkanie za ZOO. Tak jak jej znajome, przyjechała tramwajem. Był ciepły czerwiec, w środkach komunikacji miejskiej gorąco. I wtedy przyszło olśnienie – powinny były przyjechać na rowerach. Zaplanowały na następny raz wspólną przejażdżkę rowerową. Tak się zaczęło. Umawiały się co tydzień i zwiedzały Wrocław na dwóch kółkach. Teraz z całej ekipy regularnie jeżdżą dwie – ona i Gosia Trawińska. Złapały bakcyla. Wyznaczają sobie coraz trudniejsze wyzwania – i coraz łatwiej sobie z nimi radzą. Pierwsze sto kilometrów Sylwia zrobiła jeszcze na starym rowerze bez przerzutek. To była trasa z Gaju po zamkach za Leśnicą. Właśnie po tej wyprawie postanowiła kupić dobry rower.

Trasa zachodnia za Leśnicą, prowadząca do kilku podmiejskich zamków.

Teraz jeździ na crossowym i jest łatwiej. Także w sytuacjach, kiedy nawigacja pokieruje w środek lasu, gdzie rower trzeba przenieść przez nieprzejezdny, kilometrowy odcinek porośnięty paprociami i pokrzywami. To akurat przydarzyło im się, gdy wracały z wyprawy po pięknych terenach w okolicach Mietkowa.

Widok z trasy po terenach Zalewu Mietkowskiego.
Trasa po okolicach Zalewu Mietkowskiego. Można tam dojechać z Wrocławia pociągiem. Sama trasa ma około 20 km.

Z Gaju po parkach Wrocławia

Tym, którzy nie od razu chcą się porywać na ekstremalne przeżycia, rowerzystki polecają trasę po parkach Wrocławia. – Startujemy na Gaju – mówi Sylwia Nawrocka. – Potem po kolei: Park Skowroni, Park Południowy i Park Grabiszyński, cały czas ścieżkami rowerowymi. Potem kierujemy się na Ślęzę i po cieniutkim wale dojeżdżamy na Muchobór do Parku Tysiąclecia, a z niego do Lasku Kuźnickiego. Następnie też po wale do Parku Pilczyckiego, Parku Zachodniego i z powrotem. Na tę trasę jednak trzeba mieć rower crossowy czy trekkingowy.

Z Mostem Rędzińskim w tle.

Od Mostu Milenijnego na Widawkę prowadzi z kolei fajna trasa dla rodzin z dziećmi, bo cały czas jedzie się równiutko – mówi. – Jedyny minus – po drodze nie ma szans, żeby kupić sobie jakąś wodę do picia. Dlatego trzeba wziąć do plecaka coś do picia i jedzenia. Trasa jest naprawdę bardzo urokliwa, ale lepiej wybierzmy dzień lekko pochmurny, bo w słońcu można się zmęczyć – dodaje. Sylwia i Gosia po Wrocławiu najwięcej zrobiły 80 kilometrów. Twierdzą, że na dobrych rowerach to żaden wysiłek.

Wałami wrocławskich rzek

Bardziej wytrwali rowerzyści mogą pokusić się o 80-kilometrową trasę, będącą połączeniem kilku krótszych tras biegnących wałami wrocławskich rzek.

Trasa wałami wrocławskich rzek to połączenie kilku krótszych tras. W sumie ma 80 km.

– Ruszamy spod szpitala przy ul. Borowskiej przez Park Skowroni, Park Południowy, Park Grabiszyński, aż dojedziemy do rzeki Ślęzy – mówi Gosia Trawińska. – Cały czas trzymamy się Ślęzy jadąc przez Muchobór, Park Tysiąclecia, Lasek Kuźnicki i pod Mostem Rędzińskim, aż do ujścia Ślęzy do Odry.

Z trasy po wałach wrocławskich rzek, przy ujściu Ślęzy do Odry.

Następnie przejazd Laskiem Pilczyckim aż na Kozanów i groblą kozanowską na szybki odpoczynek w Hot Spocie. Potem przejeżdżamy Mostem Milenijnym na drugą stronę Odry i Laskiem Osobowickim, a następnie Laskiem Rędzińskim wałami docieramy na trasę wzdłuż rzeki Widawy, którą dojeżdżamy do jazu w Bartoszowicach. Stamtąd, w zależności od możliwości przejazdu – po remoncie śluzy w Opatowicach będzie można przejechać śluzą do Opatowic i stamtąd laskiem Rakowieckim przejeżdżając drewniany mostek na Oławie wrócić na Gaj. Tymczasem, jako że śluza jest nadal w remoncie, można wrócić ścieżką z tyłu za ZOO aż do kładki Zwierzynieckiej i stamtąd laskiem Rakowieckim do Gaju – dodaje.

Kierunek: tereny podmiejskie  

Kogo nie przeraża 100-kilometrowy dystans, może zmierzyć się z trasą zachodnią „zamkową”. 

100-kilometrowa trasa zachodnia „zamkowa” to opcja dla wytrwałych.

Wyjechałyśmy tradycyjnie z Gaju przejazdami przed parki: Skowroni, Południowy i Grabiszyński i stamtąd jedną z naszych ulubionych tras wzdłuż rzeki Ślęzy aż do Stadionu Miejskiego – mówi Gosia. – Opcjonalnie można jechać ścieżkami rowerowymi biegnącymi wzdłuż śródmiejskiej obwodnicy Wrocławia, ale parki i Ślęza są dużo bardziej malownicze, choć trochę drogi tu trzeba nadłożyć. Od stadionu udałyśmy się dalej na zachód ul. Królewiecką przez Maślice do zamku w Parku Leśnickim.

Pałac na wodzie w Wojnowicach.

Następnie przez Las Mokrzański pojechałyśmy do Zamku na Wodzie w Wojnowicach, skąd, trochę lasami, trochę asfaltem, dotarłyśmy do Brzeziny.

Pałac w Brzezinie.

Tam na dziedzińcu pałacu miałyśmy małą przerwę regeneracyjną – w płacowej restauracji można smacznie zjeść oraz uzupełnić płyny. Po krótkim odpoczynku ruszyłyśmy kierunku wsi Prężyce. Tamtejszy pałac można niestety podziwiać jedynie zza ogrodzenia, bo nie jest dostępny dla zwiedzających, więc nie udało nam się wejść na teren wokół niego.

Pałac w Prężycach.

Z Prężyc udałyśmy się w kierunku Odry i w okolicach Urazu wjechałyśmy na trasę powrotną w kierunku Wrocławia wzdłuż Odry. Trasa częściowo prowadzi przez las, częściowo na otwartym terenie, niemniej jest niezwykle malownicza, ale trzeba się liczyć na momenty jazdy w palącym słońcu. Biegnie m.in. przez Łachę Farną – użytek ekologiczny będący częścią starorzecza Odry. Tą drogą wjeżdżamy do Wrocławia od strony Pracz Odrzańskich i Stabłowic. Stamtąd powrót na Gaj jest już możliwy kilkoma wariantami tras – dodaje.

Warto też wybrać się z Gaju w przeciwną stronę, kierując się na Las Rakowiecki.

Trochę lżejsza trasa z Gaju przez Łany i Mokry Dwór.

Teraz tam są nowe nawierzchnie i wyrównane ścieżki i jeździ się naprawdę komfortowo – mówi Sylwia.- Można się tam przejechać nawet na rowerze miejskim. Potem wskakuje się na wał i można pojechać na Trestno, przez tereny zalewowe. To malownicza trasa  z dziką przyrodą i ptactwem.

Pola rzepaku na trasie w kierunku Trestna.

Wrócić można przez Mokry Dwór, przez Most Kilometrowy i przez Brochów z powrotem na Gaj –  dodaje.

Trasa z Lasu Rakowieckiego na Mokry Dwór.

Obie z Gosią uważają, że południe Wrocławia jest bardzo dobrze skomunikowane rowerowo z resztą miasta. Ścieżek jest sporo i dojechać można praktycznie wszędzie. Problem robi się za Wrocławiem. Ubolewają, że nie ma żadnej trasy rowerowej w kierunku Żórawiny. Żeby przejechać z Wysokiej do Ślęzy, nie ma nawet pobocza. Trudno jest wyjechać z Wojszyc i Ołtaszyna za miasto. Problem ten nie dotyczy drugiej strony miasta, gdzie za Leśnicę można spokojnie wyjechać, np. w kierunku Wojnowic. W obrębie miasta jest bezpiecznie, choć i tu zdarzają się niespodzianki. Np. na wale przy Ślęzy od Parku Grabiszyńskiego do Parku Tysiąclecia czasem jeździ się w pokrzywach po kolana. Kto chce ominąć niedogodności związane z wyjazdem z miasta, może spakować rowery w pociąg i dojechać np. na bajeczne Stawy Milickie czy Zalew Mietkowski.  

Huby – Opatowice

To z kolei ulubiony kierunek jazdy Kacpra Wiatrowskiego, mieszkańca Hub. Kacper jest nie tylko zapalonym rowerzystą, ale też dietetykiem. Nigdy więc nie ma problemu z tym, jakie przekąski wrzucić do plecaka na wyprawę. Na rowerze jeździ od dziecka. 

Kacper Wiatrowski po mieście porusza się głównie na rowerze. Tylko sporadycznie jeździ autobusem.

– Biorąc pod uwagę korki i to, co się dzieje na mieście, rower jest najzdrowszym i najbardziej wydajnym środkiem transportu – mówi Kacper Wiatrowski.  – Jeżdżę praktycznie tylko na rowerze i sporadycznie autobusem. Do pracy dojeżdżam na rowerze albo chodzę piechotą, bo mam niedaleko. I sumie dziwię się tym, którzy po mieście jeżdżą samochodem. To starta czasu, pieniędzy i zdrowia. Przecież nie ma problemu, żeby w dżinsach i adidasach wsiąść na rower i pojechać do biura. Po umiarkowanym wysiłku nie trzeba przecież od razu wskakiwać pod prysznic, bo niektórzy mają taką wymówkę. Po pracy robię sobie dłuższą trasę i wtedy lubię szybciej pojeździć. Moja ulubiona trasa to z Hub na Opatowice. Najpierw jadę Hubską, potem Kościuszki, przez Most Grunwaldzki, obok Politechniki i przy ZOO odbijam na tereny zielone przy Odrze. Dojeżdżam do Jazu Opatowieckiego, a następnie skręcam w lewo w kierunku Stadionu Olimpijskiego i robię takie koło wokół wielkiej wyspy. Wracam tą samą trasą. Początkujący rowerzysta na taki dystans spokojnym tempem powinien sobie wygospodarować około 2- 2,5 godzin. Dla takich, co lubią jeździć szybciej, to trochę ponad godzinę. Jest też ciekawa trasa obiektów militarnych Wrocławia dla miłośników historii, do których ja też się zaliczam. Można ją znaleźć w Internecie – dodaje.

Codziennie po pracy Kacper robi na rowerze dłuższe trasy.

Kacper uważa, że jeśli ktoś tylko ma chęci, żeby poruszać się aktywnie na rowerze, nasze miasto jest do tego bardzo dobrze przystosowane. Jedyny problem to brak monitoringu w miejscach, gdzie są zamontowane stojaki rowerowe. Sam nie odważyłby się zostawić roweru przed galerią handlową. W bloku trzyma rower na balkonie w swoim mieszkaniu na 7. piętrze. Na pewno warto zainwestować w dobre zapięcie.

Rower krzepi

Jako dietetyk, Kacper Wiatrowski wie też sporo o wpływie jazdy na rowerze na zdrowie.  – Regularna jazda na rowerze niesie za sobą szereg korzyści wśród, których możemy wyróżnić między innymi utratę nadmiernej masy ciała, poprawę gospodarki węglowodanowej oraz lipidogramu – mówi. – Umiarkowany wysiłek fizyczny wpływa na zmniejszenie się poziomu złego cholesterolu i trójglicerydów we krwi, a co za tym idzie mniejsze ryzyko występowania chorób sercowo-naczyniowych, które są obecnie najczęstszą przyczyną zgonów w polskim społeczeństwie. Codzienna aktywność powoduje zwiększone spalanie kalorii, co wraz z dietą i odpowiednim stylem życia przekłada się na redukcję zbędnych kilogramów. Zamienienie samochodu na rower i godzina jazdy dziennie pozwoli na spalić nawet 400 kalorii. Ważnym jest, aby we wszystkim zachować zdrowy balans – dodaje.

DIETA DOBRA NA ROWER

Co zjeść przed wyprawą rowerową?
Owsianka z suszoną żurawiną, kanapki z dżemem, owoce, makaron z serem i owocami – posiłek bogaty w węglowodany

Co zabrać na wyprawę?
Dużo wody, najlepiej wysokozmineralizowanej, będącej jednocześnie świetnym źródłem wapnia – przynajmniej litr płynu na godzinę wysiłku u dorosłej osoby

Świeże owoce, suszone daktyle, orzechy – pozwalają szybko się zregenerować

Co zjeść po treningu?
Zaraz po wysiłku posiłek z pełnowartościowym białkiem (nabiał, jaja, jeśli ktoś je – mięso i ryby) + węglowodany (np. owoce)

Propozycja: shake z truskawkami (sezonowe owoce praktycznie zawsze będą dobrym pomysłem), serkiem wiejskim, mlekiem i dodatkiem dwóch kostek gorzkiej czekolady o wysokiej zawartości kakao (85%), ewentualnie dosłodzony cukrem lub zamiennikiem (ksylitol, erytrytol)

Około 2 godzin po wysiłku standardowy obiad, przykładowo: kasza gryczana, duszona pierś z indyka, buraczki.

Propozycje dla wegan:
kanapki z pieczywa żytniego z hummusem i warzywami
owsianka z dodatkiem owoców, nasion, orzechów
wegańska odżywka białkowa

Kacper Wiatrowski, Instagram: @kacperwiatrowski, grupa FB: „Nowoczesna Dietetyka – porady, wsparcie, przepisy

Tekst: Urszula Hreniak

Zdjęcia i trasy: z prywatnego archiwum Sylwii Nawrockiej, Gosi Trawińskiej i Kacpra Wiatrowskiego