Graffiti – elewacje do poprawki

Twórczość lokalnych pseudoartystów na elewacjach to stały element osiedlowej rzeczywistości.  Na ścianie da się napisać i namalować wszystko. Można wyznać miłość, wyładować frustrację czy zadeklarować wierność Śląskowi Wrocław albo własnej dzielnicy.  Cokolwiek by to nie było – o ile nie jest to wielka sztuka i nie powstaje w miejscu do tego przeznaczonym – graffiti na blokach to akt wandalizmu.  Okalecza przestrzeń, obraża uczucia (nie każdy musi być kibicem Śląska) i utrwala niezdrowe przekonanie, że możemy bezkarnie niszczyć wszystko, co nie jest naszą prywatną własnością (grafficiarze zapewne oszczędzają ściany w swojej własnej sypialni).

Graffiti na budynku przy ul. Hubskiej 93-105.

 Jedno jest pewne – większości mieszkańców te czynione farbą w sprayu wynurzenia na ścianach przeszkadzają.  – Co jakiś czas odzywają się też strażnicy w sprawie języka i symboli nienawiści, rzekomo istniejących na naszych murach w postaci właśnie graffiti – mówi Mirosław Leonowicz, kierownik Osiedla IV „Gaj” w SM Wrocław-Południe.  Nie ma innego wyjścia – graffiti trzeba usuwać.  Płacą za to oczywiście mieszkańcy. Koszt jest niemały. Za zamalowanie frontowej i tylnej elewacji w jedenastokondygnacyjnym budynku przy Borowskiej 92-96 Spółdzielnia zapłaciła około 15 tys. zł netto.  Należało najpierw zagruntować ścianę, stonować intensywny kolor napisów podwójną warstwą biało-szarej farby i dopiero potem pomalować. To duże przedsięwzięcie.

Elewacja przy ulicy Borowskiej 92-96 przed malowaniem.

Powracający problem

Czasem Spółdzielnia decyduje się na zamalowanie samych napisów, zwłaszcza gdy powstają na niedawno odnowionej elewacji. Są takie ściany, na których niestrudzeni grafficiarze stale odnawiają swoje „dzieła”. Przykładem jest budynek przy Hubskiej 93-105. Usunięcie graffiti w grudniu 2016 roku kosztowało Spółdzielnię prawie 3,5 tys. zł. Po naprawie ściana wyglądała dobrze, ale tylko przez pewien czas. Napisy szybko wróciły. Obecnie koszt malowania jest jeszcze wyższy.  Dlatego Spółdzielnia szuka alternatywnych rozwiązań. Jednym z nich jest stosowanie specjalnych powłok antygraffiti.

Budynek przy ulicy Ślicznej z powłoką antygraffiti.

Decydujemy się na nie coraz częściej w naszych budynkach – mówi Andrzej Teodorowski, kierownik Działu Technicznego w SM Wrocław-Południe. – Do wysokości pierwszego piętra pokrywa się ścianę specjalnym lakierem tworzącym bezbarwną, zmywalną powłokę. W przypadku powstania napisów, wzywamy serwis, który przy pomocy odpowiednich środków szybko i sprawnie usuwa napisy. Łatwozmywalne powłoki to obecnie najskuteczniejszy sposób radzenia sobie z graffiti – dodaje. Stosowanie takich lakierów na elewacji jest też tańsze niż systematyczne zamalowywanie napisów. Koszt położenia powłoki antygraffiti na elewacji jednego budynku to około 12 tys. zł netto. Świadcząca takie usługi dla Spółdzielni firma w cenie gwarantuje trzyletni bezpłatny serwis. W jego ramach zmywa napisy, gdy wystąpi taka potrzeba i każdorazowo odnawia lakier na elewacji. Jak pokazała praktyka, czasem stałe i szybkie reagowanie na dewastację zniechęca grafficiarzy. Tak było w przypadku szczytów kilku budynków przy ulicy Zielińskiego. Po kilkukrotnym natychmiastowym usunięciu napisów przez firmę serwisującą, lokalni „twórcy” sobie odpuścili.

Dewastacja to nie sztuka

We Wrocławiu działa kilka grup zajmujących się  legalnym graffiti, jak choćby „Wroclove Graffiti”.  Zrzeszeni tam artyści malują na specjalnie wyznaczonych ścianach. Jest jeden warunek – trzeba chcieć tworzyć uliczną sztukę, a nie dewastować miasto. Niestety na co dzień na osiedlach mamy do czynienia z tą drugą formą ekspresji. I musimy sobie z nią radzić.

Tekst: Urszula Hreniak